Młody mężczyzna podszedł do rakiety i dał znak ręką, że mogą wysiąść.
Dean nacisnął guzik i drzwiczki otwarły się. Wyskoczył zręcznie. Za nim wysunął się David w pozie bohatera pchającego się w paszczę bestii.
Potem opuścił rakietkę Green czujnie rzucając oczami na wszystkie strony.
Ostatni wysiadł Horsedealer. Nie mógł opanować wrażenia, że śni. Stał nieruchomo obok rakiety wpatrując się z przejęciem w twarze dwóch ludzi, którzy wyszli na ich powitanie.
— Pozwólcie tędy — odezwał się niemal kobiecym głosem jeden z gospodarzy. „Czyżby ten człowiek o subtelnych rysach nie był chłopcem, lecz dziewczyną? — zdziwił się w myślach filozof. -Podobny lekki, swobodny strój, podobne uczesanie… Widocznie dlatego nie spostrzegłem różnic…”
— Prosimy bardzo — dziewczyna wskazała ręką przezroczyste drzwi windy. — Prowadź, Igor.
Po chwili wysiedli w przestronnej sali, która na pierwszy rzut oka przypominała główną kaplicę w Celestii.
Jakaś wysoka kobieta szła ku nim.
Dayid spojrzał i zbladł.
„Murzynka!” — pomyślał ze zgrozą.