Obrazy rozpłynęły się we mgłę mlecznej tafli ekranu.

Czterej przybysze z Celestii siedzieli jednak dalej nieruchomo w swych fotelach.

Choć wiedzieli, że nadany z taśm pokaz zakończył się, oczy ich utkwione w pustej plamie ekranu zdawały się wyczekiwać dalszych obrazów.

Dłuższą chwilę panowało milczenie. Pierwszy przerwał je Green wyrzucając z siebie niemal jednym tchem potok słów.

— Wspaniałe! Superfantastyczne! Niesłychane! Bajeczne! — entuzjazmował się wydawca. -To rewelacja, jakiej świat nie widział. Musi pani odprzedać mi kopię tego filmu. Koniecznie! Oczywiście razem z aparaturą, a przynajmniej z jej planami. Niech pani stawia cenę. Płacę gotówką, a nawet jodem. Czystym jodem. No, ile? Ile pani żąda za to cudo?

Kora uśmiechnęła się.

— Po cóż nam wasze pieniądze? Jodu wytwarzamy tyle, ile nam potrzeba. Aparaturę i taśmy otrzymacie darmo. Niech mieszkańcy Celestii poznają prawdę o Ziemi.

Brwi Greena ściągnęły się zdziwieniem.

— Jak to? Za darmo?

— Będzie to dar Astrobolidu dla Celestii. Wydawca zasępił się.