— Oj, żebyśmy tylko za to słono nie zapłacili. Mówię ci, Ber, miej oczy szeroko otwarte i nie zapominaj, że jeszcze jesteś „szary”, choć Summerson chce cię oślepić Stellą.

Wyszli na korytarz.

— No, gadaj, czego chciałeś od starego Johnny'ego? — Mallet uśmiechnął się serdecznie do Bernarda.

Kruk ożywił się.

— Czy ty nie wiesz, co oznacza lub co oznaczało kiedyś słowo „Waszyngton”?

— Waszyngton? Nie, nie wiem. To wygląda na nazwisko, jednak nikogo takiego nie znałem.

— Szkoda. Bardzo liczyłem na ciebie.

— Dlaczego cię to tak interesuje?

— To dłuższa historia — odrzekł Kruk wymijająco. — Widziałem to słowo na jednym takim starym dokumencie.

Szli w milczeniu w stronę windy. Naraz John schwycił Bernarda za rękę.