Kalina podszedł do jednej z szaf i nacisnął kilka guzików. Po chwili wrócił Jzymając w palcach centymetrowej wielkości szpuleczkę.
To jest książka? — nie mógł się nadziwić wydawca.
Książka — potwierdził Wład. — I to niemała. Blisko dwa tysiące stron dawnego druku. Właściwie już w XX wieku zaczęto tworzyć tego typu biblioteki, fotografując ważniejsze teksty. Sposób ten upowszechnił się i w ciągu czterech wieków tak się udoskonalił że taśma wyparła stopniowo dawną książkę.
— Duża jest ta biblioteka?
— W tej chwili liczy sześć milionów szpulek, ale liczba ich stale wzrasta.
— Jak to wzrasta? Mnożą się? — zaśmiał się Green.
— Mnożą. Oczywiście, nie same. Otrzymujemy drogą radiową nowe wydania, poza tym korzystamy z wielkich bibliotek ziemskich, które na zamówienie tą samą drogą przesyłają nam potrzebne dzieła.
— Widzę, że te wasze szpulki są bardzo dobrym pomysłem. Ale jak taki drobiazg czytać?
— Służą do tego celu aparaty zwane fotolektorami — wyjaśniła Suzy. — Takie fotolektory znajdują się nie tylko w każdym domu, lecz również w parkach, na plażach, w pojazdach komunikacyjnych. Z ich pomocą można bądź czytać teksty jakby przez dawny mikroskop, bądź rzucać obraz na większy ekran, jak również zmieniać znaki na dźwięki.
— Na dźwięki? — nie mógł zrozumieć David.