— Powody były odmienne — odrzekł Wład. — Gdy budowano Celestię, kosmonautyka stawiała dopiero pierwsze kroki. Ówczesne silniki rakietowe były za słabe, aby nadać tak ogromnej masie prędkość konieczną do przezwyciężenia przyciągania Ziemi. Trzeba było przez całe lata wysyłać rakiety, przewozić po kawałku poszczególne elementy, z których zbudowano wasz sztuczny księżyc. Była to praca najtrudniejsza i zużywająca najwięcej energii. Ostateczne wyrwanie się sztucznego satelity, krążącego już w przestrzeni, spod panowania przyciągania ziemskiego, a następnie słonecznego, było już znacznie łatwiejszym zadaniem. Celestia nie tylko poruszała się po orbicie wokół Ziemi z prędkością 3,2 km/sek., lecz również z prędkością około 30 km/sek. wraz z Ziemią wokół Słońca. Każdy przyrost tej prędkości wydłużał orbitę Celestii, zmieniając w końcu elipsę w parabolę, czyli osiągając prędkość ucieczki względem Słońca, niezbędną do opuszczenia Układu Słonecznego.
Tymczasem planetoida rozrosła się na ekranie już do znacznych rozmiarów, zajmując całe jego centrum. Jakiś duży przedmiot o dziwnym kształcie błysnął w słońcu na krawędzi planetki. Po chwili ukazał się cały.
Jakiś gigantyczny potwór wczepił się dziesiątkami odnóży w skalistą powierzchnię planetoidy. Gdyby Dean znał faunę Ziemi, byłby go z pewnością przyrównał do ogromnej ośmiornicy, przyczajonej nieruchomo na dnie morskim. Porównanie nie byłoby jednak ścisłe, gdyż ze szczytu „tułowia” wyrastała korona nieco cieńszych ramion, które jak długie i wąskie płatki jakiegoś kwiatu zwijały się w zamknięty kielich.
Tam, wewnątrz kielicha, wśród oślepiających błysków, dokonywało się to, czemu służyła cała ta potężna maszyna — powstawał Astrobolid.
— Uniwerproduktor typu UZ-37 buduje nasz Astrobolid — wyjaśnił Kalina. — Główne prace dobiegają końca. W tej chwili widzimy proces tworzenia zewnętrznej powłoki statku. Ta powłoka, jak wiecie, zrobiona jest ze sztucznego pierwiastka — aroternu. Uniwerproduktor wytwarza go dokonując sposobem przemysłowym przemiany pierwiastków, z których składają się skały planetoidy.
— I ten Uniwerproduktor zbudował cały wasz statek? — zdziwił się Green. — Wszystkie te urządzenia i inne uniwerproduktory?
— Niezupełnie. Znaczną część prac wewnętrznych wykonały już wybudowane przez niego uniwerproduktory Astrobolidu.
— To on potrafi, że tak powiem, rozmnażać się jak zwierzę lub człowiek? Tego jeszcze nie widziałem, żeby maszyna rodziła maszynę.
— Nie widziałeś? Czy na pewno? — odparła uśmiechając się Suzy. — A skąd wy bierzecie maszyny? Czy nie produkuje się ich za pomocą innych narzędzi i maszyn?
— To prawda. Ale…