— Nie żartuję. Jestem pewny, że jeśli nie przytrafi mi się jakiś tragiczny wypadek, to za 270 lat, roku 2676, będę spacerował po ulicach Warszawy.
Teraz już nawet Green stracił mowę. Przez dłuższą chwilę nie mógł przyjść do siebie, wreszcie wykrztusił:
— Przecież sam pan mówił, że 150 lat…
— Delegacja rządu Celestii proszona jest natychmiast do centrali radiowej — rozległ się głos Kory Heto.
Wszyscy spojrzeli na biały fragment ściany między obrazami, gdzie pojawiła się twarz przewodniczącej rady Astrobolidu. Z oczu uczonej można było wyczytać zaniepokojenie.
— W Celestii toczy się walka!
Przed drzwiami centrali radiowej czekał już Horsedealer.
— Sytuacja jest poważna. Morgan ogłosił się prezydentem i obsadził górne poziomy. Mellon i Dalton przeszli na jego stronę. Cóż pan na to powie? — zwrócił si? z sarkazmem do Davida.
— Ja?… Ja… w tym udziału nie brałem.
— To się jeszcze okaże. Sądzę, że panowie Green i David powinni skorzystać na razie z gościny, naszych nowych przyjaciół i poczekać w Astrobolidzie na wyjaśnienie sytuacji. Czy zgadza się pan ze mną, panie David?