Dayid ochłonął już jednak nieco z pierwszego wrażenia.

— To zależy od prezydenta Kruka — odparł wymijająco. — W tej ciężkiej chwili stawiam swoją osobę całkowicie do jego dyspozycji.

— Kruk jest tego samego zdania co ja.

— Wobec tego zostaję z Greenem.

— Ze mną? — wydawca spojrzał na Davida niechętnie. — Ja wracam do Celestii. Wasza sprawa jest moją sprawą — zwrócił się do Horsedealera.

Horsedealer spojrzał przenikliwie w oczy Greena. — Czy pan jest tego pewny? Ale wydawcy bynajmniej nie speszyły te słowa.

— Cóż — powiedział wzruszając ramionami. — Nie mam innego sposobu przekonania pana o tym, jak… tam, w Celestii, w walce…

Horsedealer zastanawiał się krótką chwilę.

— Powiedzmy, że wierzę panu — odrzekł nieco mniej oschle. — Podtrzymuję jednak nadal swą propozycję, by pan został w Astrobolidzie. W tak ciężkiej chwili słuszne będzie mieć tu kogoś, kto choć trochę zasługuje na zaufanie — tu spojrzał wymownie na Davida.

— Przyjmuję tę propozycję warunkowo — odparł Green. — Będę uważał za swój obowiązek, jeśli sytuacja wzięłaby niebezpieczny obrót…