Sytuacja była tym groźniejsza, że morganowcy używali w walce na poziomie 42 jakiegoś nowego, bardzo niebezpiecznego gazu bojowego o dwojakim działaniu: zapalającym i trującym. Jego składu chemicznego niestety nie udało się określić. Stwierdzono tylko, że jest bardzo ciężki i ściele się cienką warstwą tuż nad podłogą. Jest też niemal przezroczysty jak powietrze i jego obecności wzrokiem nie można zauważyć. Jeśli na teren objęty jego zasięgiem wejdzie człowiek, gaz się zapala i około półmetrowej wysokości płomień ogarnia cała powierzchnię podłogi. Widocznie temperatura zapłonu gazu jest wyższa niż temperatura powietrza w Celestii, ale niższa od temperatury ludzkiego ciała. Co gorsza, efekt nie ogranicza się do poparzenia. Produkt spalania tego gazu jest silnie trujący.
— Kto mógł wynaleźć ten gaz i po co? — zastanawiał się Roche. — Jak doszło do wyprodukowania takiego świństwa? Zakłady chemiczne Morgana? Nie wiem, kto tam byłby do tego zdolny. Przecież to wymagało doskonałych fachowców. Jak taki uczony mógł nad tym się głowić, skoro wiedział, że Morgan nie sprzeda tego, powiedzmy, Mellonowi dla zwalczania plagi królików na jego plantacjach, bo do takiego celu wystarczą mniej skomplikowane, a więc tańsze środki. Chyba jasne było, że gaz ten przygotowywany jest przeciw ludziom. A więc przeciw komu to Morgan szykował?
Horsedealer podniósł wzrok na astronoma.
— Może to nie Morgan wyprodukował ten gaz…
— Myśli pan, że Summerson? — zdziwił się Kruk.
— Może w ogóle nie produkowano go w Celestii…
— To znaczy?
Chwilową ciszę przerwał szmer.
W rozsuniętym tajnym przejściu do centrali pojawił się Schneeberg.
— Ber! Green chce z tobą rozmawiać.