— Może to taka broń, jak w tych 14 skrzyniach od Morgana? — wtrącił Smith. Po ucieczce Daltona, gdy Cornick nakazał otwarcie złożonych w dyrekcji policji skrzyń, okazało się, że zawierają one nie broń, lecz stare żelastwo. Było to jeszcze jednym dowodem, że pucz przygotowany był bardzo skrupulatnie.

— Co do tego nie ma obawy — zaoponował Bernard. — Po co Green miałby nas oszukiwać?

— Wezmę trzech ludzi i pójdę tam sam — rzekł Mallet wstając z fotela.

— Masz tu klucz liczbowy otwierający skrytkę — Bernard podał Johnowi kartkę z zanotowanymi cyframi, podanymi mu przez Greena drogą radiową.

W kilka minut po wyjściu Malleta potężna detonacja zatrzęsła ścianami. Zaraz potem druga i trzecia — najsilniejsza. Bernard ujął słuchawkę telefonu.

— Z Lettem Cornickiem… Tu Kruk. Nie ma go? Czy wiecie, co się stało? No właśnie… Jeśli możecie, zawiadomcie Cornicka, że dostanie broń: Green-Bolty, elektryty, a przede wszystkim maski. Dwadzieścia pięć sztuk! Musicie za wszelką cenę dowiedzieć się, jaka jest przyczyna detonacji. Dacie mi znać telefonicznie.

Zaledwie Bernard odłożył słuchawkę — zabrzmiał ponownie sygnał telefonu.

— Jesteś, Lett? Co? Mallet jest w mieszkaniu Greena. Dostaniecie większą ilość broni i maski. Trzeba za wszelką cenę utrzymać 41 poziom. Zaraz dzwonię do dyrekcji policji. Wyślę wam ostatnie rezerwy. I meldujcie. Koniecznie meldujcie.

— Źle jest! — Bernard opadł na fotel. — Morgan wysadził ścianę pomiędzy 42 a 43 poziomem. Cała chmara jego ludzi spycha naszych w dół. Tylko z VII przejścia morganowcy cofnęli się. Cornick trzyma się, ale mu trudno. Co robić?

— Jeśli Green zełgał… — rzucił ponuro Smith.