Teraz ona sama przyszła do niego.
Wiedział, że powinien się śpieszyć, że w centrali czekają na niego Dean, Green i tamci nieznani ludzie. Nie miał jednak siły odejść, przerwać spotkania oczekiwanego od wielu, wielu godzin.
Stella podeszła do biurka i stanęła naprzeciw Bernarda. Uśmiechnął się do niej, ona zaś, nie patrząc mu w oczy, cicho, zmienionym głosem zapytała:
— Ber, czy ci nie przeszkadzam?
— Ależ nie — skłamał, jakby bojąc się urazić dziewczynę tym, że nie ma dla niej czasu. — Nie wiesz sama, jaką mi sprawiłaś radość — dorzucił już zupełnie szczerze.
— Chciałam zapytać… — zawahała się.
— Mów, kochana — powiedział ciepło. — Ja wszystko zrozumiem… Poruszyła się niespokojnie.
— Słuchaj, Ber… Jak myślisz? Czy… Czy to jeszcze długo potrwa?
Bernard odczuł instynktownie, że coś nieuchwytnego stanęło między nimi.
— Walka jest niełatwa — odrzekł usiłując ukryć rozczarowanie. — Ale nie obawiaj się… Wkrótce skończymy z Morganem i zapanuje spokój.