— Czy tego żałujesz?

— Kiedy… ja nie to chciałam powiedzieć — żachnęła się. — Jak ty możesz tak mówić? Bernard spuścił oczy.

— Nie gniewaj się — powiedział miękko. — Ja wysoko cenię twoje dobre chęci, to, co zrobiłaś dla nas. Uspokój się i wybacz mi to głupie pytanie — prosił patrząc jej w oczy. — Przecież dla ciebie jestem tylko Berem…

— Widzisz — odparła ze smutkiem. — Ja… oczekiwałam czegoś… Ale jakoś… inaczej… Nie spodziewałam się, że to będzie właśnie tak wyglądać. Tak się cieszyłam, że zostałeś prezydentem… A teraz słyszę, że chcesz ustąpić. Czy to prawda?

— Już przekazałem władzę Horsedealerowi.

— Dlaczego? Z Morganem może byś się jakoś dogadał. A ten tłum… Ci czarni… — twarz jej wyrażała niechęć.

— Co ty opowiadasz, Stello!

— Ja nic nie powiedziałam — znów się zmieszała. — Ja rozumiem, że wy chcecie, aby było dobrze i dla tamtych, ale…

— Stello! — powiedział nieco łagodniej. — Musisz jeszcze wiele zrozumieć. To wszystko, co my robimy…

Przerwał w połowie zdania, bo oczy dziewczyny rozszerzyły się panicznym strachem.