— Chłopcy! Pędźcie jak możecie najszybciej do dyrekcji policji. Idźcie tym bocznym wyjściem, gdzie jest najmniejszy ścisk. Zresztą sami najlepiej wiecie… Powiesz ojcu — chwycił Toma kurczowo za ramię — że za dziesięć minut przybywają ludzie z Astrobolidu. Niech natychmiast obsadzi stację rakiet oraz przyśle pomoc Smithowi, który będzie bronił skweru Greena. To wszystko! Pędź! — pchnął go lekko.
— Jim Smith niech trzyma skwer jak może najdłużej — zwrócił się do starego robotnika. -Ludzi kierować bocznymi przejściami do głównego korytarza.
W kilka minut później znalazł się w prezydenckiej siedzibie. Przy drzwiach czekali na niego Roche i Schneeberg oraz kilku uzbrojonych ludzi.
Horsedealer nie pytał już o nic. Przebiegł długi hali i szarpnął drzwi gabinetu.
Tuż przy biurku leżał na dywanie Bernard z wielką raną na piersiach. Obok, nieruchomo jak posąg, stał doktor Bradley.
— Czy to już koniec? — zapytał Horsedealer złamanym głosem.
— Kiedy przyszedłem, już nie żył — rzekł profesor. Spazmatyczny płacz Stelli zawtórował jego słowom.
Dopiero teraz Horsedealer zauważył, iż w pokoju znajduje się również córka Summersona.
— Jak to się stało?
— Nie wiedzieliśmy nic o tajnym przejściu łączącym ten gabinet z mieszkaniem Handersona — odpowiedział cicho Dean.