— Niech pan natychmiast zawiadomi o wszystkim Malleta! — zwrócił się filozof do astronoma. — Wysłałem już Toma, ale nie wiem, czy dotarł.
Roche wyszedł bez słowa.
Horsedealer stał nieruchomo przez dłuższą chwilę nad ciałem Bernarda, gdy drzwi rozsunęły się cicho. W progu stanęło dwóch wysmukłych, młodych mężczyzn ubranych w dziwne stroje.
Horsedealer spojrzał na przybyłych.
Serce zabiło mu gwałtownie. Poznał Kalinę i Sokolskiego.
Opuścił wzrok ku ziemi, gdzie leżało martwe ciało Bernarda.
— On nie żyje… — wyszeptał z rozpaczą.
— Poddajcie się! Wszelki opór jest bezcelowy. Dajemy wam ostatnią szansę. Kto się sprzeciwi prawowitej władzy, kto nie wykona jej poleceń, niech nie liczy na pobłażliwość.
Ogłuszający ryk megafonu umilkł na chwilę.
— Poddajcie się! — zagrzmiał znów ten sam głos. — Wszyscy mieszkańcy Celestii, ludzie i Murzyni, mężczyźni, kobiety i dzieci mają udać się do domów i nie opuszczać mieszkań przed upływem dziesięciu godzin. Ostrzegamy: u kogo znaleziona zostanie broń — cała jego rodzina będzie bez sądu rozstrzelana. Śmierć czeka również rodziny tych, którzy usiłowaliby ukrywać członków bandy Horsedealera, Malleta i Kruka. Ostrzegamy!