— Lett! Natychmiast musisz uderzyć na rozgłośnię i wysłać oddział Bucka. Nie mamy chwili do stracenia.

Sytuacja była poważniejsza, niż John przypuszczał. Morganowcy nie tylko wywołali panikę na wyższych poziomach, lecz blokując umiejętnie boczne przejścia, ogniem z pistoletów i gazem spychali zebrany uprzednio na skwerze Greena tłum w dół.

Oddział Cornicka z coraz większym trudem torował sobie drogę w wąskich, zatłoczonych ludźmi korytarzach. Gdy wreszcie dotarł do szerokich schodów łączących 23 i 24 poziom, natrafił na niepokonaną przeszkodę w postaci gęstniejącego szybko obłoku palnego gazu.

Cornick nie miał kombinezonów ochronnych, których w ogóle w Celestii było niewiele. Jedyny zapas miały zakłady chemiczne Morgana, a te, które udało się naprędce wyprodukować, znajdowały się na centralnym odcinku walki. Łączność z tym odcinkiem była jednak w tej chwili zerwana.

W tej sytuacji Cornick musiał się cofnąć i to aż na 17 poziom, gdyż tam dopiero udało się uruchomić grodzie awaryjne. Również Mallet musiał opuścić dyrekcję policji zagrożoną rozprzestrzeniającym się gazem. Łączność z siedzibą prezydenta próbowano utrzymać poprzez drugą klatkę schodową oddaloną o kilometr od pierwszej. Okazało się jednak, że również i to przejście blokowane jest groźnymi oparami. Tak więc szesnaście dolnych poziomów Celestii zostało odciętych gazem od osiemdziesięciu pięciu górnych.

Tymczasem wiadomości rozgłaszane przez megafony stawały się coraz bardziej niepokojące. Górne poziomy miały być już rzekomo całkowicie opanowane przez ludzi Morgana i teraz przygotowywali oni nowy cios w postaci wprowadzenia specjalnego trującego gazu do przewodów wentylacyjnych.

Mallet nie tracił jednak zimnej krwi. Zarządziwszy ewakuację do dolnych poziomów ludności skupionej na 16 poziomie, kazał wymontować duży kompresor windowy i zainstalować go w ten sposób, aby pompując powietrze z szybu wentylacyjnego można było wytworzyć nadciśnienie w przedsionku przylegającym do przejścia na 17 poziom. Na szczęście Morgan nie próbował wysadzać grodzi, zajęty oczyszczaniem zdobytego terenu i przegrupowywaniem sił, tak iż bez przeszkód po paru godzinach urządzenie zmontowano. Teraz John wraz z uzbrojoną grupą udał się do przedsionka i nakazał otwarcie drzwi wychodzących na klatkę schodową.

Dwóch robotników w maskach i przemoczonych ubraniach odsunęło drzwi odskakując na boki. Z przejścia wypełznął niebieskawy obłok podobny do dymu z papierosa, wolno rozpływając się po pomieszczeniu.

— Kompresor! — zawołał Mallet.

Buck włączył silnik. Obłok gazu u wejścia jakby zmalał i po chwili począł cofać się pozostawiając tylko rzedniejące szybko smugi w załamaniach ścian i drzwi.