Sytuacja stawała się groźna. Ludzie Morgana strzelali nieprzerwanie zza węgła, odcinając odwrót.

Naraz stało się coś nieoczekiwanego. Od schodów dobiegły odgłosy zamieszania. Zza zakrętu wyskoczył jakiś osobnik w kombinezonie i rzucił się ku drzwiom prowadzącym na 16 poziom. Dogoniły go błyskawice Letta i zwalił się ciężko tuż w progu.

Ze schodów dolatywały jakieś trzaski, szamotania i zdławione okrzyki ludzi. Potem krótka seria strzałów i dwa głuche wybuchy…

Zza węgła znów wyskoczył człowiek w kombinezonie i podnosząc ręce do góry podbiegł do stojących pod ścianą powstańców. Len zmierzył do niego. Człowiek padł na kolana błagając gestami o litość. Buck przyskoczył do klęczącego i zerwał mu maskę z twarzy. Przed nim trząsł się z przerażenia agent Godstona — Both.

Tumult na schodach nie ustawał zdając się zbliżać do osaczonych.

Nagle wśród zgrzytów i trzasków rozległ się potężny, dźwięczący wśród pustych ścian, dobrze wszystkim znany głos Williama Horsedealera:

— Mieszkańcy Celestii! Nie pozwólcie się oszukiwać! Megafony kłamią! Walka trwa! Zwycięstwo jest bliskie!

Mallet z wysiłkiem podniósł rękę i wskazując w kierunku schodów zawołał:

— Buck! Tam Horsedealer! Prędzej!

Murzyn skoczył ku drzwiom i naraz cofnął się gwałtownie.