Dzwoniąc cienkimi łapami o metalowe stopnie posuwał się wolno w dół wielki pająk.

Buck nie widział jeszcze „Łazika”. Choć znał jego wygląd z opowiadań Malleta, jednak nie mógł opanować lęku na widok tego dziwnego przybysza. Cofał się więc krok za krokiem ku Malletowi, wpatrzony z podziwem w „potwora”.

Lecz oto znów rozległ się, tym razem już bliżej, głos Horsedealera:

— Mieszkańcy Celestii, nie wierzcie kłamstwom Morgana. Ja, William Horsedealer, przemawiam do was z prezydenckiej centrali za pośrednictwem Astrobolidu. Astrobolid nie został zniszczony. Pomaga nam. W tej chwili wprowadzamy do walki specjalnie rozpyloną substancję neutralizującą gazy używane przez morganowców! Bernard Kruk żyje. Naprzód do zwycięstwa! Śmiało do walki o wolność wszystkich mieszkańców Celestii, białych i czarnych!

Zza zakrętu wysunęła się błyszcząca kula „głowy” robota. To z jego głośników płynęły słowa transmitowanego przemówienia filozofa.

Partia Powrotu

Stella oparła rozpalone czoło o poręcz krzesła. Chłód metalu zdawał się łagodzić nieznośny ból głowy. Cóż z tego, gdy myśl obracała się wciąż uparcie wokół tamtych strasznych chwil…

Chyba nigdy nie zapomni tego dnia, nie zapomni pochylonej nad nieruchomym ciałem Bera postaci Bradleya, jego bezradnie rozłożonych rąk i wstrząsającego spojrzenia Horsedealera.

— Dlaczego nie zdążyłam ostrzec Bera?

I wtedy właśnie rozsunęły się drzwi wiodące do hallu i wszedł o n. Ujrzała go wówczas po raz pierwszy. Wydał jej się jeszcze wyższy niż był w rzeczywistości, podobnie zresztą jak jego młodszy towarzysz.