Pierścień złożony z poziomów 44, 45, 46 i 47 ześlizgiwał się powoli z tarczy Celestii jak obręcz zdejmowana z koła.

— Sektor 7a! Nie spóźniajcie się! Uwaga! Trochę wolniej! Teraz dobrze! Gotowe! Obręcz zawisła w przestrzeni. Oddalając się powoli od „kadłuba” Celestii wykonywała jednak wraz z nim jeden obrót na minuty, jakby niewidzialna oś wiązała obie części.

— Rotacja stop!

Z krawędzi pierścienia poczęły wyskakiwać ukośne ogniki i po kilku obrotach odcięta część zatrzymała się.

Jim nacisnął jeden z guzików.

— Halo! Pilot! Można holować! Uwaga! Przełączam na centralę VII. Przesunął niewielką dźwignię i ekran zgasł.

Rozprostował ramiona i uśmiechnął się z zadowoleniem. Za dwie godziny poleci na Celestię II, gdzie Suzy Brown i Władek Kalina kontrolują pracę zespołu uniwerproduktorów. A tam tyle ciekawych rzeczy się dzieje, nie tak jak tu, ta nudna robota z rozcinaniem po kawałku starego pudla.

Zamknął na klucz drzwi centrali i skierował się ku windzie. Po chwili małe drzwiczki dźwigu otworzyły się przed nim.

W tym samym momencie jakaś siła wepchnęła go gwałtownie do środka i ciemna płachta spadła mu na głowę. Szarpnął się usiłując zerwać szmatę, lecz wykręcono mu ręce cło tyłu i tuż nad uchem usłyszał syczący głos:

— Spokojnie, panie Bradley. Tylko spokojnie, a nic się panu nie stanie.