— No, mam cię wreszcie! — rzucił od progu. — Gdzie ty się podziewasz? Muszę się z tobą naradzić w pewnej bardzo istotnej… — urwał zauważywszy Stellę.

— Proszę cię, siadaj — zawołał z uśmiechem Sokolski.

— Nie będę wam przeszkadzał — odrzekł pośpiesznie filozof. — Zajdź do mnie później.

— Oczywiście, wpadnę do ciebie — odrzekł Wiktor. Spostrzegł, że w oczach Stelli maluje się niepokój i nie chciał, aby rozpoczęta rozmowa o tak ważnym dla dziewczyny znaczeniu zawisła w próżni.

Horsedealer już miał wychodzić, lecz zauważył leżącą na stoliku fotografię.

— Kto to? — zaciekawił się.

— To matka Wika — pośpieszyła z odpowiedzią Stella w obawie, aby wizyta nie przedłużała się.

— Właśnie, Stella nie może się nadziwić, że wygląda tak młodo — dorzucił z uśmiechem Wiktor.

— Więc ona teraz tak wygląda? — zdziwił się Horsedealer.

— Po prostu sfotografowałem ją podczas telewizyjnego spotkania. W ten sposób widujemy się bardzo często. Oczywiście nie ma mowy o zwykłej rozmowie, bo dzieli nas ponad dwadzieścia pięć dni biegu światła.