Gdy Horsedealer wyszedł, Sokolski przez chwilę patrzył w zamyśleniu na Stellę, wreszcie rozpoczął wolno:
— Odbiegliśmy daleko od twego pytania, czy na Ziemi żyją kobiety piękniejsze od ciebie. Odpowiedź na to pytanie będzie zależna od tego, czy zapytany wychował się na Ziemi, czy w Celestii. Każda epoka tworzy ideał piękna odpowiadający wyłącznie jej samej. Nie ma jakichś nieziemskich, absolutnych kryteriów piękna. Dam tu przykład nieco absurdalny: jeśli na Ziemi ludzie rodziliby się bez nosów, a na Celestii z nosami, to czy ktokolwiek z Celestian uznałby za pięknego takiego człowieka z Ziemi? I przeciwnie, gdybyśmy my, Ziemianie, przyzwyczaili się do ludzi beznosych, dziwaczną i brzydką wydawałaby się nam twarz najpiękniejszej Celestianki. Jak już z pewnością zauważyłaś, wygląd przeciętnej kobiety z Celestii różni się znacznie od wyglądu Rity czy Suzy.
— Tak, one nie są może brzydkie, ale chyba przyznasz, że niezgrabne. Jakieś… Jakby męskie. Za to mężczyźni…
— Na Ziemi uchodzą one i za ładne, i za zgrabne…
— Więc pewno ja ci się nie podobam? — zapytała zaczepnie.
— Widzisz… Sam wygląd zewnętrzny nie decyduje jeszcze o tym, że ktoś się może podobać lub nie podobać.
— Więc ja…
— Pozwól mi skończyć — przerwał jej łagodnie. — Ogromne znaczenie mają tu również wspólne dążenia, zainteresowania, zbliżony poziom wiedzy i sposób patrzenia na świat… Nie wiem, czy mnie zrozumiałaś?
— Zrozumiałam — odpowiedziała cicho Stella i w oczach jej zaszkliły się łzy. Zapanowało kłopotliwe milczenie.
Dziewczyna podniosła się z fotela ze wzrokiem utkwionym w podłodze. Czuła, że za chwilę wybuchnie płaczem.