Spojrzała na niego z wyrzutem.

— Nie. Ja wiem, że ty nie mógłbyś mnie kochać — w głosie jej dźwięczała szczerość. Nie miał już wątpliwości.

— Powiedz, kogo się obawiasz?

— Kogo? Ja nic nie powiedziałam… Ja nie mówiłam…

— Czego o n i chcą od ciebie? — zapytał Wiktor ostro.

Osłupienie pomieszane ze strachem malowało się na twarzy dziewczyny. Usta jej drgały nerwowo.

— Oni… Oni… Skąd wiesz?… Oni mnie zabiją! Sięgnął po słuchawkę. Szybko nakręcił numer.

— Ber?… Tu Wiktor. Chciałeś dzwonić… Słucham… Uszkodzenie?… Poproś Rite, niech poleci i naprawi. A teraz słuchaj! Przyjdź tu natychmiast. Czekam.

Stella opuściła głowę z rezygnacją. Może właśnie tak trzeba. On wie lepiej…

Jim Bradley rzucił wzrokiem na zegarek i zadrżał.