— Godzina piętnasta! Więc to już za dwie godziny… — wyszeptał spoglądając ze zgrozą na długą skrzynkę dostarczoną mu wczoraj przez spiskowców.

Czuł, że braknie mu sił do wykonania potwornego zlecenia, a jednocześnie nie miał dość odwagi, aby twardo przeciwstawić się woli spiskowców. Żeby jeszcze nie ojciec!

George Bradley wcześnie stracił żonę i sam wychowywał swoich synów, ucząc ich patrzeć na świat otwartymi oczyma i cenić wartość tego, co klika rządząca Celestią przywykła nazywać z przekąsem „brakiem realizmu”. Dla nich żył, dla nich pracował. W świetle jego sławy wyrośli na porządnych ludzi, zdobyli fach i pracowali uczciwie, wpatrzeni w przygarbioną przez wiek postać ojca, który dzielił się z nimi każdym swoim sukcesem i cieszył jak dziecko każdą ich radością.

Dla Jima wiadomość o zbrodni popełnionej przez ojca bardzo dawno temu, kiedy jego nie było jeszcze na świecie, stanowiła najcięższe przeżycie, jakiego doświadczył. Początkowo nie wierzył i starał się jak najdłużej podtrzymywać w sobie to przekonanie. Wreszcie pod naciskiem faktów musiał ulec. — A więc to ojciec otruł Rosenthala! Ten ukochany, najbardziej godny szacunku ze wszystkich ludzi ojciec?

Dlaczego on to zrobił? No tak… Summerson kazał… Ale przecież… chyba nie mógł go zmusić? Co by było, gdyby ojciec odmówił?

„Ą co będzie, jeśli ja odmówię?” — odpowiedział sam sobie.

Próbował porównywać te dwie sytuacje, ale wydawało mu się to sztuczne. On chce bronić ojca? Bo ojciec… kiedyś… otruł człowieka. Gdyby nie otruł, jego syn nie tytko rzuciłby ukrytym za ścianą spiskowcom, jak to zrobił na początku: „Nie spowoduję eksplozji!”, lecz sprowadziłby na nich Malleta. A kto wtedy groził ojcu? Naturalnie Summerson. Ale czym? Czym zdołał szantażować tego nieskazitelnego człowieka?

Młody człowiek czuł podświadomie, że jego ojciec mógł dopuścić się nikczemnego czynu tylko pod jakąś okropną, niewyobrażalnie podłą presją. A jednak cień zbrodni padł w jego oczach na uśmiechającą się dobrodusznie twarz ojca. Ile razy spotykał go po tej fatalnej godzinie, czuł gwałtowną chęć zapytania: „Powiedz, jak to było? Powiedz, że to nieprawda”.

Jim pochylił się nad stołem, ukrył twarz w dłoniach.

Nagle uczuł pocałunek na włosach. Jeszcze zanim podniósł głowę, poznał ojca.