Doktor Bradley przypatrywał się synowi przenikliwie. Wyraz oczu Jima, z których wyczytał, że przeżywa on coś bardzo głęboko, zaniepokoił go.
— Jesteś przepracowany… — zaczął z troską. — Zasłużyłeś na chociaż parodniowy wypoczynek. Ja to mogę załatwić z Krukiem.
Jim spojrzał czule na ojca.
— Dziękuję ci. Jesteś dobry, jak zawsze. Wiem, że Kruk by ci nie odmówił. I mnie także lubi. Ale nie! Ja nie chcę wypoczywać.
— Dzielny chłopak z ciebie, moje dziecko — powiedział profesor z rodzicielską dumą. — Ale musisz dbać także o swoje zdrowie.
To mówiąc leciutko ujął dłoń syna w przegubie. Nierówny puls zaniepokoił lekarza.
— Mój chłopcze, ty coś przeżywasz — powiedział łagodnie. — Ojcu możesz wszystko wyznać, będzie ci lżej na sercu. A może rzeczywiście jesteś przepracowany? No, mów.
— Kiedy to nie to! — wyrwało się Jimowi.
— A więc co? — nalegał starzec.
Młody człowiek uczuł gorycz świadomości, że musi ojca okłamać, i to zaraz, za krótką chwilę. I co najgorsze, ojciec niechybnie pozna się na kłam1'wie.