W oczach Jima widniał lęk. Ojciec ujął go mocno za ramiona.

— Co tobie? Nigdy cię nie widziałem w takim stanie. Co robisz za półtorej godziny?

— Za półtorej godziny… Wtedy… uważaj, że twój syn umarł, że go nie masz, żeś go nigdy nie miał… I żyj spokojnie. Ja tego chcę…

Doktor dotknął czoła chłopca. Było rozpalone.

— Masz gorączkę. Zabieram cię do domu i położysz się do łóżka. Jesteś chory

— Nie! To wykluczone! Mam coś bardzo ważnego…

— Przecież majaczyłeś przed chwilą.

— Ależ nie! Tylko… ja cię bardzo kocham i… dlatego nie pytaj o nic!

— Słuchaj, Jim. Rozkazuję ci jako ojciec, abyś mi odpowiedział na pytanie: kto cię szantażuje?

Chłopak zamyślił się.