— Czego oni żądali od ciebie? — rzekł twardym, rozkazującym tonem. Jim spojrzał załzawionym wzrokiem na ojca:
— Mam wysadzić Celestię II. Żebyśmy nie mogli wrócić… Mówili… że jeśli nie zrobię tego, co mi każą, to… To wydadzą ciebie! — wyrzucił z determinacją.
Doktor Bradley uniósł wysoko głowę. Z wyrazem zaciętości w oczach powiedział patrząc prosto w twarz syna:
— To nieważne! Nieważne, co oni ci mówili, czym grozili. Żaden Bradley już nie popełni dla nich zbrodni! Chodźmy!
Ujął syna za ramię.
— Chodźmy! — powtórzył. — Dług trzeba spłacić! Choćby późno…
Półtorej godziny później Jim Bradley zjawił się znów w swojej pracowni. Wziął długą paczkę pod pachę i szybkim krokiem ruszył ku windzie.
Ostatni z rodu Greenów
Green spojrzał na zegarek. Dochodziła siedemnasta.
— A więc już za pół godziny włączą…