— Otwórz klapę! — rozkazał Green wstając z fotela.

Wyładowano już z rakiety pięć pokaźnych skrzyń, gdy w drzwiach prowadzących do wnętrza statku ukazał się inżynier gospodarczy międzygwiezdnej wyprawy, Renę Petiot.

— Ach, Ike! — zawołał spostrzegłszy byłego wydawcę. — Witamy! Witamy! A cóż to za paki?

— Przywieźliśmy prezenty dla was od naszej Partii Powrotu. Niestety, prezydent Horsedealer nie mógł osobiście przylecieć. Sprawy państwowe…

— Nic o tym nie wiedzieliśmy, że przylatujecie. Za godzinę wraca Andrzej, Kora i pewnie jeszcze inni członkowie naszej załogi.

— Właśnie to ma być dla nich niespodzianka — zaśmiał się Green.

— Prosimy do sali klubowej. Zaraz zawołam Mary, Mei, Ingrid i Zoję.

— Właśnie chcieliśmy pana o to prosić. Pragniemy przekazać prezenty wszystkim obecnym na statku uczestnikom waszej ekspedycji. Również i dzieciom…

Wkrótce wokół skrzyń przewiezionych windą do sali klubowej zgromadzili się mieszkańcy Astrobolidu serdecznie witając gości.

Młodzi ludzie zajęli się otwieraniem skrzyń. Były tam stare, kunsztownie tkane makaty i gobeliny, ozdobne wazy i pięknie rzeźbione puchary, szkatuły i puzderka pełne klejnotów, z których wiele z pewnością było niegdyś własnością legendarnych „60 sprawiedliwych”.