Teraz dopiero na twarzy Amerykanki pojawił się przestrach.
— Ja nie mam czym uciekać! Posłałam rakietę na Celestię z wymontowanym granutorpem. Do zespołu remontowego.
Green nie słuchał już ostatnich słów Rity. Jak tylko mógł najszybciej popędził do śluzy. Z okrzykiem: „Włączaj silnik!” — wskoczył do wnętrza rakiety zatrzaskując za sobą drzwi.
Siedzący w fotelu pilota James bez słowa wykonał rozkaz.
Rakieta plunęła snopem rozpalonych gazów do wnętrza tunelu startowego i runęła w przestrzeń.
— Do Celestii II! Prędzej! Włącz pełną moc!.. Rakieta zatoczyła wielki luk i pomknęła nabierając gwałtownie prędkości.
Green z napięciem śledził ruchy wskazówki zegarka. Zdawał się nie odczuwać gniotącego pierś przyśpieszenia.
— Prędzej! Prędzej! — powtarzał nerwowo patrząc z przerażeniem, jak zbliża się moment włączenia uniwerproduktora.
Już był zdecydowany sięgnąć do środka ostatecznego — przekreślić wszystko i ostrzec Kruka kierującego zdalnie produkcją aroternowej powłoki, gdy James rozpoczął hamowanie. Po chwili przed rakietą ukazały się rosnące szybko żółte gwiazdy reflektorów, oświetlających przestrzeń budowy nowej Celestii.
Do włączenia uniwerproduktora brakowało zaledwie kilkudziesięciu sekund. Green wiedział, że nie zdąży już ani zawiadomić Kruka, ani tym bardziej zabrać Rity i uciec. Pozostał tylko jeden sposób zapobieżenia katastrofie.