— Widzisz ten rząd przezroczystych rur między tą wielką brunatną kulą a srebrzystym dzwonem uniwera?
— Tak, mistrzu.
— Musisz za wszelką cenę rozbić choć jedną z tych rur. To nie będzie trudne. No, jazda!
— Zrobi się!
Rakieta zatoczyła półkole i uderzyła taranem w najcieńszą rurę. Przezroczyste tworzywo nie wytrzymało ciosu. Obłok rozpylonej substancji wypchniętej ciśnieniem z przerwanej rury, okrył na moment rakietę. Posłuszna pilotowi pędziła ona dalej, pozostawiając za sobą jasną smugę gazów.
Green odetchnął z ulgą. Niebezpieczeństwo eksplozji zażegnane — każde, nawet drobne uszkodzenie powodowało automatyczną blokadę całego zespołu uniwerproduktora. Tu nie można było się wahać, choć zderzenie mogło skończyć się zagładą rakiety.
— Czy orientujesz się, gdzie może być III podstacja sterująca autotypów?
— Nie wiem, mistrzu.
— Nie szkodzi! Nadaj sygnał wywoławczy „siedem, dwa”. Gdy się zgłosi, kieruj rakietę na nadajnik.
Zapłonęła czerwona lampka i na niewielkim ekranie pojawiła się głowa Rity. Green wstał z fotela i czepiając się klamer dotarł do obiektywu wideofonu.