— Rito! Zaraz będę u ciebie. Będziesz uratowa… — nie dokończył. Obok głowy Rity pojawiła się twarz Jima Bradleya, potem Letta Cornicka.
Gwałtownym ruchem Green wyłączył aparaturę wideofoniczną.
— Wracamy! — rzucił z przekleństwem.
— Dokąd? — zapytał krótko James.
— Dokąd? — powtórzył Green i naraz uświadomił sobie, że właściwie nie ma dokąd wracać. Popatrzył na Jamesa i szybko spuścił oczy, nie mogąc znieść ufnego, niemal dziecięcego spojrzenia młodego pilota,
— Wracamy do Celestii. Do starej Celestii — powiedział z westchnieniem.
— A tamci? A chłopaki? I dziewczęta? — zapytał James z niepokojem.
— Też wrócą do Celestii. No cóż… Nie udało się…
— I co z nami będzie?
— Z wami? Nic. Horsedealer to człowiek dość rozsądny, by wiedział, kogo za co karać… To nie Summerson, nadęty pyszałek, to nie Morgan nie dostrzegający końca swego nosa, to nie różne Kuhny, Davidy, Lochy… Cała ta zgraja durniów myślała, że dla ich panowania będę niszczył Celestię II i zdobywał Astrobolid — zapalał się coraz bardziej. — To właśnie oni zaprzepaścili Celestię. To oni zmienili ludzi w ciemny, głupi tłum, który nie potrafi ani słuchać, ani sam się rządzić.