Pytanie, jakim prezydent powitał swego sekretarza, nie należało do fortunnych. Wystarczyło przyjrzeć się twarzy Williamsa, aby jej wyraz starczył za odpowiedź.
— A co złego?
— Bardzo dużo. Przepraszam, ekscelencjo, ale przebudowa miotacza nie była chyba warta jej konsekwencji.
— Przebieg zebrania niewolników na drugim poziomie jest mi znany. Policja otrzymała zarządzenia porządkowe i spokój będzie rychło przywrócony. Najgorliwszych szczekaczy rozkazałem wychłostać i osadzić w więzieniu rządowym. Prócz tego u Kuhna zatrzymano trzech niepohamowanych plotkarzy.
— Wiem. Ale zakłady Kuhna świecą już pustkami.
— Jak to?
— Po tym właśnie aresztowaniu „szarzy” zaczęli się burzyć. Pewnie byli tacy, którzy innych buntowali. Efekt końcowy — na znak protestu rozeszli się do domów.
Summerson potarł czoło spoconą dłonią.
— I nie koniec na tym. Podobnie zachowali się również ludzie Frondy'ego.
— Czyżby i Murzyni odważyli się?