gdzie kwiaty źródeł biją, żywica dymi ciepło.

Ognisty motyl żyje, dzieciństwo żyje w nas,

a tylko serce twoje jak czarna kra zakrzepło».

A w oknach skośny wiatr nadymał śniegu ściany,

na sprzętach porastało niedźwiedzie białe futro.

Więc on dotykał muru i z ciemnych pyłów smutku

wywodził lip aleje i sarny, i złocienie,

i objął matkę wpół, i razem szli w milczenie

jak kiedyś, jak w dzieciństwie szli w nieobjęty świat.

A rano świt nadymał ogromne białe niebo,