złocistą, drżącą strugą, gwiazdami lśniących róż.

Bo nie ma rozerwania, choć rozerwane słowa,

bo nie ma zapomnienia, choć życie nas zapomni;

z brzęczących kręgów nieba ja w ciebie, a ty do mnie

płyniemy». Już tryskała obłoków dłoń różowa

i krzykiem świt przebudził na drzewie śpiący ptak.

«O Matko, kiedy wstaniesz i wyjrzysz w dzień, to w oknie

zobaczysz mój ostatni, jak światło cichy — znak».

Kiedy się znów otwarła po snu oplocie ciasnym,

słońce nalane w ogród jak w wielką, płaską kadź