Było lato, w powietrzu pozostał lot jaskółek,

upał jak złoty miód w ziemię się wsączał czułą

i parowały ciężkie z otwartych czaszek sny.

Przyszedł zwykły, ucichły jak trzepot ptasich skrzydeł

i dłonie wiotkie tylko na włosy matki kładł.

I była ciemność. Cisza. A on jak wielki kwiat

na środku się kołysał, powoli w górę szedł.

«Matko — powiedział jeszcze — to nic, że ja daleko,

że nas rozdarła ciemność i ból, co tkwi jak nóż.

Ja w tobie, a ty we mnie płyniemy strugą, rzeką