«Matko — słyszała jeszcze — to ptak, co niesie śpiew

dla mnie tam, kiedy czasem umieram. On na sosnach

za drutem siada blisko i głos jak żywa krew

spływa we mnie. Niech da ci jeszcze ostatni znak.».

A rano, kiedy oczy zlepione płatkiem bólu

otwarła — na kasztanie jak kryształowy flet

polał się głos i zamarł. Płakała: «Synku mój,

jakeś26 milczenie przemógł27 i wrócił, kiedy wiem,

że krwawe sznury strzegą każdego twego snu».

I przyszedł trzeci raz. I już nie czynił nic.