ciepłym ciał swych pomrukiem jak szelestem morza

w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi

ogarnęła i rosła rączkami drobnemi,

zarysem ust różowych, roślinką maleńką,

którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką

i która dziś się spełni i wzejdzie człowiekiem

nad przymrużoną lekko ziemi złej powiekę,

żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą?29

A on był z nimi razem. Drzewa niebo niosły

i jak rybak, co trąci nieostrożnym wiosłem