schyloną nad dzieciątkiem w ogromnym lustrze lęku.

«Podaj mi rękę — mówił anioł — bo jeszcze jeden krok,

a trwoga cię ogarnie i spadniesz suchym liściem

w drapieżną czułość ziemi, w pożary ludzkich rąk,

w jezioro mroczne czasu podobne ciemnym snom».

Znów się muzyki ciepłej płomyk zapalił biały,

a on strwożony jeszcze, choć w górę lekko szedł,

zapłakał: «Czym nie zgrzeszył, odchodząc od cierpienia,

odchodząc, kiedy za mną bolesne kwiaty wiały,

jej dłoni i jej oczu uderzał motyl trwożny