ryby twarde jak orzech, zielone i białe,

które się z wolna w martwe księżyce zmieniały.

Czas się wstrzymał i trzepot usechł, usnął, ustał.

A rybak wiosłem płaskim przez sen gładził pióra

łabędzich skrętów rzeki, aż się w ciszy przemian

zrąb wody urwał nagle jak spieniona góra

i poczęły się chmury, gdy opadła ziemia.

Więc w ciemności ogromnej, co jak sen olbrzyma

poczęła w nim oddychać, widział światów koła.

Wiał chłód. Szron gwiazd osiadał na dnie. Była zima,