jak gdyby płomień przez powieki,

tak kruszą nas mocarne rzeki

i zastygamy w bryły chłodne.

A ty, jak kochasz jeszcze, kiedy

ukrzyżowany wzgardą Bóg,

przed śmiercią w oczach miałeś wieki

krwi pełne jak ciężkiego snu?

Jakże ty jeszcze, zmiażdżony w tłumie,

imieniem swoim nazwać chcesz ciało,

jakże ty cierpisz, czy wieczność całą,