co wracają w las od ludzi,

węsząc z twarzą wyciągniętą,

zanim śmierć ich nie ostudzi,

tych miłości, które niosą

sok z korzeni w słońce liściem,

co jak puch dziewczęcych włosów

lekko rosną ku niebiosom,

nie wydepczą nienawiści.

Tych miłości, o, za wiele,

chociaż ziemia jeszcze twarda,