pod dach rozległy jasnych pogód,

do rzeźb swych — tych, co już się stały,

i tych, co stać się jeszcze mogą.

I dawne będą wzrok obracać —

niezdarne słupy pełne burzy,

i te, których nie tknęła praca

jak oddech niewidzialnej róży.

I pośród nich jakże ja stanę

z garścią, co tylko strzelać umie,

z wiarą, co śmiercią przeorana,