a popod nimi przepaść zieje — do dna głosu.

Jeszcze, jeszcze pochody na dalekich lądach,

gdzie huragany armat rwą na strzępy ziemię,

na morzach lśniących, gdzie zamknięci w prądach

mocują się z żyłami golfstromów pod niemi.

I jeszcze, jeszcze dalej — gdzie stąpną — zwycięscy,

I tam jeszcze, w ojczyźnie, z dłońmi zgorzałemi,

tam zawsze podeptani, tam zawsze na klęsce

jak na trumnie orkanu — wieniec serc na ziemi.

I tak mijają lata: rzeki, miasta niosą