nad brzeg spalonych domów i każą ci skoczyć

przez wytłuczone okno do czarnych ogrodów,

ażeby na zhańbione prochy — zamknąć oczy.

Ale uwierz tym głazom, co z kamieni bruku

jak psy zdeptane wyją i krwią ludu chluszczą,

i rwą się niepomszczone, i o bramy tłuką.

O! niech ci one będą jako słowa ustom,

niech ci wydrapią czułość z wzroku i krew z rany,

abyś kochając wieki, sam był pokochany.

O pij, pij te ciemności z zawalonych ruder,