szyły ciszę, to ją cięły na pół

i u wody przypięte, stygły.

Zaśpiewaliśmy pierwszą pieśń,

zaśpiewajmy rapsod jak chmura:

zapadali się ogromni, aż po śmierć

do ciężkiego dna na czarnych sznurach.

Wyciągały ich dłonie krzepkie

całych w kuli srebrnej jak lód,

w dłoniach mieli perły od krwi lepkie,

oczy mieli smutniejsze niż chłód.