co jak senność złej nocy
na gościniec wyniosła dziewczyna.
Ale on jak po ścieżce
w pół po drodze, pół w wietrze —
— biały posąg — przetętnił i zginął.
Aż jak głaz w biegu — wisiał
i ptak szary mu przysiadł
na przegubie lodowatej ręki
i pradawnych snów trzepot
w sercu zatlił mu ślepo —