przemartwiały swej słabości jadem,

i ze strachu potęgę głoszący

w pięści zmienić chce gwiazdy i słońce.

On w wielości stoi. Wśród kaskady

tryskającej mleczem i tonami,

a nie spadnie, choć poryty gradem,

i nie wiedząc, gdzie koniec — nie skłamie.

Ani w bojach zjednoczy się w ogień,

ani w ludziach nie przystanie — z trwogi.

I nie wiedząc — choć otchłań zobaczy,