gdzie ty?

Maszerują kompanie martwe

po rozciętych węzłach losu:

same hełmy i czarne bagnety.

Nie trzep rękami, braciszku,

nie wyzwolisz, nie wydrzesz z ognia krętych trąb!

Nie wyciągaj tak dłoni przed siebie,

to śmierć przyrosła do rąk,

jakby trumna przyrosła na niebie.

W dróg poszarpanych linach