a na nim złote kręgi milczenia tak się chwiały

jak motyl albo gwiazdy brzęczący, pszczeli ślad.

«Matko — powiedział — powróć ze mną w daleki las,

gdzie kwiaty źródeł biją, żywica dymi ciepło.

Ognisty motyl żyje, dzieciństwo żyje w nas,

a tylko serce twoje jak czarna kra zakrzepło».

A w oknach skośny wiatr nadymał śniegu ściany,

na sprzętach porastało niedźwiedzie białe futro.

Więc on dotykał muru i z ciemnych pyłów smutku

wywodził lip aleje i sarny, i złocienie,