próchnieje pod stopami czas,

zostaje wieniec chmur na głowie.

Bo już kolebią aniołowie

na niewidzialnych dłoni śnie

proste jak sosna, czyste dnie

rosnące w ptasim słowie.

29 października 1942

Śpiew do snu

Ciało mojego ciała i światło mojej myśli,

chciałbym, by ci się ogień pełen szelestu przyśnił,