i liść opada czasem, śnieg, albo i obłok,

albo ptaków pióropusz wzbije się i przyjdzie.

I niebo stoi. Wtedy mam podobną

twarz do nieba, choć cienia niema w niej, ni żalu

słyszę jak się sodomy w cichym trzasku palą.

O nie sędzią ja czekam! Dzień płonie jak listek

na płytę pieca opadły i zwija

sieć żyłek delikatną, a z nim giną wszystkie

chwile nerwem łączone. Noc i dzień przemija.

I w katakumbach czasu od sklepień odbija