głos, może napomnienie, może bitwa walna —

— wszystko nierozróżnione i rozdarte wszystko.

I noc przechodzi górą jak śmierć — triumfalna

i spływa obraz do mórz wrzących pysków.

W huku werbli, w burz wrzawie, w łoskocie pokoleń

idą chłopcy o oczach z największych przeznaczeń,

idą, aż za daleko przechodzą — do ziemi,

idą, kiedy za nimi świt nie zapłacze

mlekiem błękitnym. I tak stygną z niemi

i przechodzą żelazem — karty czarnej ziemi.