A tyle rzeczy czeka jak spod dłoni — nowych

na nadawanie imion. Jak zwierzęta stoją,

tak smutnieją mijane i schylają głowy,

aby przeżuwać zapomnienia zmierzch.

O zatrzymać! Płacz milknie. Znów przywala grób,

znów sen się kładzie głazem mruczący jak lew

i niebo jak kolumna. Stygnie w urnach krew,

a burza ciężko pełznie nad doliną.

Noc. Po nocy powstają upiory i z ciała

wychodzą, aby truć oczy i zmieniać je w popiół,